500 km na rowerze - analiza wyścigu Piękny Wschód 2019

Jak przejechać 500 km na rowerze? Samotnie może być ciężko, ale z pozytywnie nastawioną grupą i odrobinie maści na ból tyłka na pewno się uda. 28 kwietnia 2019 roku zakończył się rowerowy ultramaraton Piękny Wschód. Zdecydowana większość go ukończyła z sukcesem. A oto moje wrażenia po…

Ultramaraton Piękny Wschód 2019 rozpoczął się standardowo. Po kolei wyruszały grupy po 6 osób. Najpierw te z dystansu 500 km następnie 250 km. I tutaj wyszła pierwsza sprawa… 

Ustawienie grup…

Grupy zostały rozlosowane wg deklarowanego czasu. Oznaczało to, że pierwsze wyruszały osoby, które deklarowały najniższy czas przejazdu. Z jednej strony w porządku, z drugiej powodowało, że ci, którzy jak ja postąpili zachowawczo przy rejestracji trafiali do teoretycznie słabszych grup i praktycznie tracili szansę na dołączenie do silniejszej. 

W praktyce spowodowało to, że zaraz po starcie jechałem do 2 PK z jednym zawodnikiem zamiast oszczędzać siły w grupie. Tchórzostwo w tym momencie nie opłaciło się. Zgodnie z pierwotnymi deklaracjami bowiem, osoby przekraczające deklarowany czas powinny zostać sklasyfikowane na końcu, co się jednak nie stało.

Punkty kontrolne…

W maratonie rowerowym Piękny Wschód zostały one ustawione dość często. Większość z nich znajdowała się w odległościach 50-80 km. Wyjątkiem był 1 PK, gdzie odległość wynosiła ponad 100 km. W niemal każdym znajdowało się wystarczająco zapasów, a w wielu można było skorzystać z gorącego posiłku w postaci zupy lub drugiego dania (w jednym wypadku i na mecie zarówno zupa, jak i danie główne). Niestety wielu, którzy jechali w końcówce i zawodnicy kat. SOLO, narzekało na braki w późniejszych godzinach. Mnie to nie spotkało…

Prawdziwym problemem okazał się przepak. Z jakiegoś powodu trafił o jeden PK za wcześnie. Kto się nie zorientował, został bez swoich bagaży. Rozczarowaniem był dla mnie też 4 PK gdzie okazało się, że miejsce do odpoczynku to po prostu dwa leżaki na dworze. Dla rozgrzanego kolarza w lekkiej odzieży wieczorną porą nie dawało to możliwości odpoczynku. A szkoda… Nawet rezerwowe koce rozwiązałyby problem. 

Ludzie

To zdecydowanie najlepsza część Ultramaratonu Piękny Wschód 500 km. Jak zawsze na takich imprezach, obcy sobie ludzie, dzielą wspólny los i są po prostu SUPER!!! Sam nawiązałem nowe znajomości i miło spędziłem czas. 

Czego mi brakowało…?

Przede wszystkim dobrej organizacji. Widoczne były niedoróbki, które niektórym uprzykrzyły przejazd. Po przejechaniu setek kilometrów ludzie mogli czuć się rozdrażnieni, dlatego nie warto dawać dodatkowych powodów do tego. 

Poza tym mi osobiście brakowało fotografa na trasie. W rezultacie zachowały się tylko nagrania ze startu i finiszu. A szkoda bo zdjęcia to fajna pamiątka. 

I ostatni drobiazg to cegła dawana każdemu z zawodników… Naprawdę tak trzeba nazwać GPS, który co prawda działał dobrze, co potwierdzają znajomi, którzy śledzili naszą trasę, ale za to ważył „tonę” i wyglądał jak średniowieczny telefon komórkowy.

Mimo to, cieszę się, że miałem okazję wziąć udział w tych zawodach rowerowych na swojej szosie.